Lubię to chłodne kijowskie powietrze

To już u nas w kuchniLubię to chłodne kijowskie powietrze w sobotę z rana w połączeniu z krystalicznie czystym niebem oraz słońce, które umila mi drogę do stacji metra.

Kijów jest bardzo przyjemnym miastem, można tu żyć. Bardzo mi się podoba życzliwość i wesołość narodu ukraińskiego, a gościnność jest czasem tak duża, że nie mogę tego zrozumieć.

Bardzo mi się podoba, że na weekendy zamykają odcinek ulicy Hreszczatik, który przechodzi przez ścisłe centrum. Ulica ta staje się wtedy deptakiem i należy do ludzi. Jest tam bardzo wesoło. Z jednej strony śmieszni kolesie w okularach grają na gitarach i perkusji tam też stoi dość spora ilość ludzi, którzy z przysłuchują się muzyce, raz na jakiś czas ktoś podejdzie i wrzuci muzykom do torby jakieś drobne. Czasem kogoś poniesie euforia i zacznie tańczyć. Parędziesiąt metrów dalej paru kolesi rozłożyło matę i tańczą breakdance, tu zwykle jest zgromadzone młodsze towarzystwo. Parę metrów dalej jeden człowiek zachęca ludzi do spróbowania swoich sił w przejechaniu się na rowerze, w którym jak się skręca w prawo to on jedzie w lewo – jeszcze nie widziałem, żeby komuś się udało przejechać więcej niż metr. Jest jeszcze trochę więcej podobnych festynowych atrakcji. Wszyscy się śmieją, dobrze bawią i piją piwo.

Podoba mi się to, że jest tu tak swobodnie. Nie ma jakiś absurdalnych zakazów picia alkoholu w miejscach publicznych, ktoś sobie zaparuje samochód na chodniku to też nikomu to nie przeszkadza (choć ostatnio widziałem jak odholowywali dwa, tylko to było w ciągu dnia). Nie jest tak jak powoli u nas zaczyna się robić, że wszystko musi być od linijki równiutko i wszystko, co służy rozrywce jest zabronione. Tu mają stać kwiatki, tam drzewka, wszystko ma ładnie wyglądać, ale nie można dotykać, bo to nie jest dla ludzi tylko dla tego, żeby wyglądało.

Lubię ukraińską gościnność. Poszedłem raz do koleżanki do niej do akademika, właściwie przyszedłem tylko na chwilę wymienić się zdjęciami lub innymi mp-trójkami. Ona pyta się mnie, czego się napiję, jakieś herbaty lub kawy. Bardzo miło z jej strony, w sumie to rzecz normalna u nas też tak się robi. Odpowiadam, że nie dziękuję bardzo, ja tylko tak na chwileczkę, wezmę te zdjęcia i będę musiał lecieć. GAFA! Ona uśmiecha się i mówi spokojnie, że nie, że tak nie będzie. Tłumaczy, że na Ukrainie mają taki zwyczaj gościnności, że jak ktoś przychodzi to muszą go czymś ugościć, a jak ja w tym momencie mówię, że nic nie chcę to, to jest bardzo nie ładne, po co przychodziłem skoro niczego nie chcę. Spostrzegłem swój błąd, powiedziałem, że z chęcią napiję się herbaty i już było ok. Na temat kultury ukraińskiej rozmawialiśmy też ostatnio na zajęciach z Olgą - naszą nauczycielką od rosyjskiego. Opowiadała ona o różnicach w kulturze między Rosjanami i Ukraińcami. Mówiła, że ma np. koleżankę, która pochodzi z Nowosybirska i jest naprawdę miła, ale jak przychodzi ją odwiedzić, to zmienia zdanie diametralnie, ponieważ ona nie potrafi przyjmować gości w stylu ukraińskim. Olga opowiadała, że jak przychodzi to ta koleżanka powinna ją czymś ugościć, przygotować jej coś do picia, do jedzenia. Użyła jakiegoś wyrażenia, które mniej więcej oznaczało, że to jej się po prostu należy, to nie wynika z dobrej woli gospodarza, tylko on musi zawsze przygotować coś do jedzenia i do picia, że jak ona przychodzi to ona właśnie tego oczekuje. Była wręcz oburzona tym zachowaniem. Powiedziała, że ta koleżanka siedzi dalej przed komputerem i jakby w ogóle się gościem nie interesowała. Powiedziała, że wśród Ukraińców takie zachowanie jest nie dopuszczalne. W tym momencie, rozumiejąc już, o co chodzi w gościnności na Ukrainie, dokonałem szybkiej analizy, czy czasem ktoś do mnie nie przychodził w między czasie i czy nie popełniłem znowu jakiejś gafy. Przypomniałem sobie, że Olga z Kariną, nasze nauczycielki były u nas na nudnej imprezie Halloween, ale na szczęście ledwo jak przekroczyły próg już stałem tam z dwoma szklankami jakiegoś pysznego napoju. W prawdzie nie wypiły, bo przyjechały samochodem, jednak zapamiętają, że były ugoszczone, to się liczy. Mogę spokojnie iść znowu na zajęcia i spojrzeć im w oczy.

Lubię ukraiński chleb. Nie jest oczywiście on tak dobry jak ten, który mamy w Polsce, ale można go jeść ze smakiem. Jest to jak na razie najlepszy chleb, jaki spotkałem za granicą. To pieczywo, które jadłem w USA, albo w Niemczech nie dorasta do pięt ukraińskiemu. W tym momencie nie można nie pochwalić francuskich bagietek. To w prawdzie nie chleb, ale też są bardzo dobre.

Lubię sałatkę z marchwi u mnie w stołówce, koło pracy. Nie potrafię opisać tego smaku. Jest rewelacyjna.

Śmieszą mnie strony mojego kalendarza.

Lubię popularność butów na wysokim obcasie.

Lubię pamiątki związku radzieckiego. Jest tu bardzo dużo parków, są duże i zadbane, jest gdzie się przejść, każdy ma swoją historię. Zwykle jest to park zwycięstwa, który znajduję się w każdym większym mieście ZSSR, wychwalający wygraną w drugiej wojnie światowej. Jest też tęcza, która jest symbolem jedności Ukrainy ze związkiem radzieckim. Są parki przy pałacykach, chyba carów. Gdzieś zwykle stoi pomnik Lenina, tam też dookoła musi być kilka ładnie wkomponowanych drzewek. Na chodnikach czasem zdarzy się jakiś czołg symbolizujący trudy walki o wolność itp. Często z ideami tych pamiątek ZSRR się nie zgadam, ale tego typu pozostałości dodają miastu klimatu.

Lubię stare kamienice, w Kijowie jest ich dużo, niektóre odnowione, niektóre nie. Wojny raczej tutaj nie było, więc wiele się zachowało.

Lubię metro, którym można prawie wszędzie, szybko dotrzeć.

Podoba mi się, że kierowcy przepuszczają pieszych na pasach i nawet jak pasów nie ma. Bardzo mnie to zaskoczyło, spodziewałem się, że w tej kwestii, będzie tutaj bardziej podobnie do tego, co widziałem w Moskwie, czyli, że wszyscy zbierają punkty i wymieniają potem na kanapki w Mc.

To już u nas w kuchni

Tags: ,

Leave a Reply