Czy to Drezno czy to Kijów, zawsze kibicuje Dynamu!!

Dynamo Kijów - Denipro PietrowskWczoraj byłem na meczy Dynama Kijów z Dniepro Pietrovskiem. Z przyjemnością donoszę, że po interesującej grze wygrało Dynamo. Pierwszą bramkę z główki zdobył gracz z numerem 15, drugą natomiast gracz z numerem 19, druga bramka bardzo mi się podobała, od razu można było zauważyć, że gracz był dobrze przygotowany technicznie i potrafi zachować zimną krew. Wróżę mu przyszłość w tym sporcie. Dla osób nie będących chwilowo na bieżąco z sytuacją w tabeli pierwszej ligi ukraińskiej przypomnę, że Dynamo Kijów jest na czele Dniepro Pietrovs mniej więcej w środku. Graczom przyjezdnych udało się zdobyć jedną bramkę. Osobiście jej nie widziałem, bo akurat rozmawiałem z kimś, ale jak zrelacjonowała mi koleżanka, to ta bramka to był czysty przypadek. Mimo deszczu i chłodu wyjście na mecz Dynama uważam za udany. Przyznam, że wielkość stadionu trochę mnie zaskoczyła. Jak na drużynę grającą w Lidze Mistrzów spodziewałem się czegoś większego. Jednak to nie umniejsza sukcesów Dynama, zgodnie z powiedzeniem, nieważne jak wyglądasz, ważne jak grasz.

Sytuacja w naszej komunie uległa lekkiej zmianie. Dziś wyjechały kolejne dwie osoby, trochę ich szkoda, bo obie były zabawne i wiele wnosiły do naszego wspólnego życia. Jedna z np. dużo mówiła, zwykle o swoich nowych butach, które kupowała chyba co tydzień, czasem co dwa, druga natomiast mówiła cały czas, ciężko było znaleźć chwile, kiedy nie mówiła i bardzo trudno było jej przerwać. Nawet zbytnio jej nie przeszkadzało jak nikt jej nie słuchał. Co nie stanowiło większej różnicy, bo nawet jak ktoś słuchał to wszystko co był w stanie wtrącić to „mhh, tak, ok., mhmm”, a jak ktoś nie słuchał to i tak te słowa można wtrącić raz na jakiś czas w dowolnym momencie, tak z grzeczności, żeby można było to nazwać rozmową i zawsze pasują. Mówiła jak jadła, mówiła jak myła zęby, czy przez sen mówiła, to nie wiem, ale może dobrze, że nie musiałem się przekonywać. Co w sumie w pewnym sensie było zaletą, bo nigdy nie było u nas cicho. Także w najbliższych 3 tygodniach w naszym mieszkaniu spodziewamy się trochę ciszy. Sam osobiście lubiłem z nią rozmawiać. To była jedna osoba, która poza mną miała tu pracę, dlatego podobnie jak ja wstawała rano i razem jedliśmy śniadanie. Miło wspominam te konwersacje przy porannej herbacie.

Ostatnio u nas na imprezie pojawił się Anton. Anton skończył turystykę na jakimś uniwersytecie, ponoć popularnym w niektórych kręgach (jakich niebawem), ale Uniwersytet Szewczenki to nie był i opowiedział nam jak wyglądały jego studia. Zaczęło się od tego, że dla niektórych matematyka jest trudna do zrozumienia i w ogóle, po co się jej uczyć. Argumentował to bardzo dobrze, moim skromnym zdaniem lepiej niż mały Jasiu w 5 klasie podstawówki lub taka jedna dziewczynka o jasnych blond włosach i paznokciach dłuższych od palców, której to rozmowę z jej koleżankami podsłuchałem kiedyś przypadkiem w autobusie, kiedy to ona jechała na zajęcia do swojej Wyższej Szkoły Latania Balonem. Generalnie Anton mówił, że studia były bardzo interesujące, ale egzaminy jednak trudne i on nie miał zbytnio czasu, żeby się do nich wszystkich przygotować, tym bardziej, że wiedzy tej, która była potrzebna do egzaminu nie uważał za niezbędną mu do życia. Oczywiście, zaliczył on wszystkie egzaminy na mocne 3. Albo sam nie chciał zdradzić jak ten system funkcjonuję, albo po prostu nie wiedział. Powiedział, że na roku byłą starosta, która poza statutowymi obowiązkami zajmowała się jeszcze kontaktowaniem takich bardzo zajętych studentów z wykładowcami. I przed egzaminem zbierała ona od chętnych argumenty w odpowiedniej formie przekonywujące profesora do zaliczenia przedmiotu, zwykle jakieś 90% decydowało się na tę formę zaliczenia, prawdopodobnie ze względu na brak czasu i później na egzaminie profesor miał już przygotowaną listę osób, którym udało się zaliczyć przedmiot w przedterminie. Ja sam nie wiem czy oni tam jakieś referaty, czy też inne sprawozdania pisali, czy może zdjęcia z wakacji z Ameryki załączali, jednak system funkcjonował. Anton był zdolny, więc w przedterminie udało mu się zaliczyć 75% egzaminów. Jak wiadomo w naszym towarzystwie, w którym w wolnych chwilach rozmawiamy o oddziaływujących na siebie siłach w atomie, bakteriach wywołujących różne choroby lub algorytmach googla, postawa Antona nie była przyjęta w przyjemny sposób. Mimo jego szczerych chęci nie udało mu się przekonać nikogo do swojej postawy, a już w szczególności nie tych koleżanek, które opisał powyżej, właściwie jak z nimi zaczął rozmawiać to już słowem się nie odezwał. Tłumaczył się, że tak to po prostu wygląda na Ukrainie. W sumie chłopak skończył studia, ma papier z turystyki i raczej dobrą pracę jako administrator sieci w jakimś banku. Może nie jest to postawa na medal, ale jest to wina systemu, który nie weryfikuje wiedzy. Pociągnąłem ten temat dalej. Chciałem się dowiedzieć, czegoś nauczyć. Do dziś jestem zafascynowany postacią naszego kolegi pochodzenia rosyjskiego, z którym studiowałem, który to usłyszawszy, że jeden z naszych profesorów studiował właśnie w ZSRR potrafił pójść do niego z butelką i już nie musiał pisać egzaminu, do którego ja np. musiałem podchodzić dwa razy. Rozmawiając tak dalej na ten jakże fascynujący temat z Antonem, zacząłem się zastanawiać, czy nie zrobić sobie aspirantury w Kijowie. Anton bardzo ładnie to przedstawił. Jako student z zagranicy oczywiście musiałbym zapłacić za studia, bo rząd ukraiński nie łoży na obcokrajowców, ale występuje tu bardzo wygodny zaoczny tryb studiów, który nie wymaga pojawiania się na uczelni każdego dnia i jak ktoś jest zdolny to jest w stanie zrobić aspiranturę w dwa lata. Ja szybko chwytam, myślę, że bym sobie poradził, tak przysiadł bym, tak fest i w dwa lata bym zakończył.

Dynamo Kijów - Denipro Pietrowsk

Tags: ,

Leave a Reply