Miła atmosfera w pracy stanowi 90% sukcesu

To już u nas w kuchniPracuje w firmie zajmującej się techniką cieplną, zajmuje się ona produkcją różnego rodzaju urządzeń związanych z tym tematem. Można powiedzieć, że przynależę do działu „Development”, tzn., że siedzę w kanciapie z dwoma inżynierami Saszą oraz Pietrowem i jeszcze jedną praktykantką Luisą z Niemiec oczywiście, tak na marginesie ona pochodzi z Drezna. Każdy sobie coś tam robi, jedni bardziej drudzy mniej pożytecznego. Jak tam przyjechałem, wszystko wyglądało dobrze, poza małym szczegółem, że w tej kanciapie śmierdzi troszkę. Sasza z Pietrowem powiedzieli mi, że teraz zaczynają pracę nad takim i takim urządzeniem, że trzeba zrobić to i to, że pracują na takich i takich programach , pytali się czy je znam, ja że niestety nie, oni na to, że się nauczę to szybko idzie i z taką piękną motywacją do stworzenia czegoś nowego zasiadłem na jakimś stołku i zacząłem swoje pierwsze zadania, czyli wyszukania czujników i zrobienia ich zestawienia tabelarycznego. Wszystko dobrze pięknie, tylko że jak to zrobiłem to zrodziło się u mnie wrażenie, że ta praca była zupełnie nie potrzebna ponieważ, nikt nawet na to nie chciał spojrzeć, zastanawiam się czy oni w ogóle tego potrzebowali.Po wykonaniu pierwszego zadania powstały także problemy ze znalezieniem czegoś kolejnego dla mnie. Mówiłem, że może się nauczę obsługi tych ich programów, jakąś symulacje może zrobię, jakiś program może napiszę, cokolwiek. Dostałem jakąś dobrą książkę do czytania po rosyjsku, po rosyjsku czytam wolno, więc możliwe, że to mnie zajmie do końca.

Poza pracą samą w sobie to w pracy jest miła atmosfera. Zawsze coś pogadam sobie z współpracownikami, czegoś się dowiem o Ukrainie, trochę język podszlifuję. Ostatnio wywiązała się taka rozmowa o obecnym prezydencie i pomarańczowej rewolucji. Juszczenki nikt już tu nie lubi, wszyscy się na nim zawiedli, tyle obiecywał a nic nie zrobił. Sasza opowiadał, że jak była pomarańczowa rewolucja w 2004 to oni wszyscy byli za Juszczenką, cały zakład pracy. Mówił, że oni poświęcali się dla Juszczenki, stali tam całymi dniami machali tymi flagami, z milicją się chcieli bić, wszystko dla niego, a on dla nich nic nie zrobił. Mi osobiście od razu nasuwa się takie pytanie, dlaczego on nic dla ludu nie zrobił, czy dlatego, że np. nie chciał, albo nie potrafił czy może, dlatego że znaleźli się silniejsi od niego, co mu wytłumaczyli, że lepiej nie i odpowiednimi środkami go skutecznie przekonali. Jeśli to jest ta druga opcja, to tym bardziej chylę czoła ku naszym, że w ’89 oni nie dali się przekonać, że nie warto. Rozmowa na ten temat była niezwykle emocjonująca, po jej zakończeniu Sasza wyszedł na chwilę, wrócił po jakiś 15 minutach i powiedział, żebyśmy poszli z nim, on się zdenerwował i idziemy pić. Uśmiechnąłem się grzecznie, powiedziałem „ok., ok” i wróciłem do przeglądania czegoś na necie. Sasza zaczął mnie popędzać, do końca nie wiedziałem o co chodzi, mówię, że przecież młoda godzina bo to 13 była, pozatym w pracy jesteśmy, nie można tak pić w pracy. Sasza na to, że jak nie można jak można, jesteśmy na Ukrainie. Pietrow też już w staje i idzie, więc idę z nimi. Nie wiem do końca o co chodzi, idziemy na górę do biura, tam gdzie m.in. szef ma swoje biurko. Sasza otwiera drzwi i wchodzimy, a tam syto zastawiony stół różnego rodzaju przkąskami, wędlina, sałtki, sery, kurczak itp. oraz butelki z alkoholem.Trochę wyglądało to jak na imieninach i dziadka.Czyli to nie były jednak żarty, okazuje się, że jeden z pracowników, z tych co pracują na górze ma urodziny, sześćdziesiąte, albo jeszcze dalsze. No to jak tak to trzeba świętować. Generalnie stół był przygotowany na jakieś 12 osób, a nas było tylko 7. No i zaczęło się. Takim nakręcającym imprezę był Sasza, on polewał, narzucał tempo. Każdy wznosił jakiś toast, zwykle z życzeniami dla Jubilata, w końcu i ja zostałem poproszony o powiedzenie czegoś. Trochę czułem się onieśmielony, bojąc się, że mojej łamanej ruszczyzny mogą nie zrozumieć, zadeklarowałem się, że powiem po polsku, oni przecież zrozumieją, bo to z ukraińskim podobne języki, a jak czegoś nie zrozumieją to nie będzie dlatego, że ja źle powiedziałem, tylko, ze oni źle zrozumieli. Postanowiłem, trzymać się prostego i bardzo słusznego schematu, czyli wzniosłem toast za to co my, czyli Polska i Ukraina robimy razem, czyli za euro2012, wszystkim się bardzo spodobało, pojawiły się uśmiechy na ich twarzach. Do końca nie wiem czy dlatego, ze to było euro2012, czy może dlatego, ze te dwa słowa to było jedyne co zrozumieli. Siedzieliśmy tam jakieś dwie godziny, ile zdążyliśmy przez ten czas wypić to nie powiem, nie wiele zostało, a to co zostało i tak jakimś dziwnym trafem znalazło się potem u nas w laboratorium. Pojawiło się kilka nowych osób, których wcześniej nie widziałem i znowu zostałem oderwany od komputera, gdzie już powoli zamykałem okienka bo dalej coś czytać nie miało sensu, by móc wypić z nimi „za znakomstwo”, zaraz znowu ktoś nowy przyszedł i tak chyba z 5 razy jeszcze „za znakomstwo wypiliśmy”, nowe miejsce pracy, nowi ludzi, przy tym tacy gościnni, nie mogłem odmówić.

To już u nas w kuchni

A wot eto nasza kuchnia, miejsce spotkań.

Tags: ,

Leave a Reply